O pięciu takich co wygrali finał ligi Runmageddon...

Emocje po Finale Runmageddon już powoli opadają. A były w ten weekend ogromne. Stres na starcie, trudne przeszkody, kontuzje, niepewność przed ogłoszeniem wyników. Obserwowałam ich przygotowania, sercem byłam na każdej przeszkodzie, widziałam ich zmęczenie i emocje na twarzach po przekroczeniu mety, a teraz, kiedy minęło parę dni i można spokojnie wszystko przeanalizować, chcę porozmawiać o tym, co zostanie w ich pamięci po tych zawodach. Oto husarska fantastyczna piątka. Przeczytajcie jakie mają wrażenia z tego morderczego biegu. Dla kogo był on rozczarowaniem, kogo sukces zaskoczył, a kto musiał walczyć ze swoją głową bardziej, niż z przeszkodami na trasie?

 

Piotr Prusak

dsc_0408

Wygrałeś mistrzostwa Polski w biegach z przeszkodami zarówno indywidualnie jak i przyczyniłeś się do zwycięstwa swojej drużyny. Jak udało Ci się tego dokonać?
Ja to naprawdę wygrałem? Uszczypnijcie mnie, proszę
Jadąc do Poznania nie miałem spokojnej głowy. Kontuzja żebra z poprzedniego Rekruta (Dąbrowa Górnicza) nie pozwoliła mi potrenować tego co chciałem. Trenowałem co mogłem. Moje założenie na finał było – dać z siebie wszystko, bez skupiania się na przeciwnikach. Tym bardziej, że teoretycznie byli mocniejsi ode mnie. Dużo teorii pojawiło się na portalach przed startem. Myślę, że to spowodowało wzrost ciśnienia i stresu u wielu zawodników. To też wzmocniło we mnie przekonanie, że te zawody muszę rozegrać sam ze sobą, a nie z nimi. I faktycznie pomimo wielu „potknięć” na trasie, potrafiłem się podnieść i cisnąć jeszcze mocniej. Myślę, że ten wyścig wygrałem bardziej głową i charakterem, niż szybkością i siłą.

Opowiedz nam o przebiegu trasy i przeszkodach, które wg Ciebie były najcięższe i najciekawsze?
Po zapoznaniu się z trasą wiedziałem, że na samej końcówce dużo się będzie działo. I tak faktycznie było. Ale od początku…
Po fatalnym starcie, gdzie w połowie obciążonego okrążenia straciłem buta, przykro było patrzeć na wyprzedzających mnie kolegów. Ruszyłem w gonitwę za nimi i dosyć szybko zorientowałem się, że „moi faworyci” są koło mnie i podobnie jak ja, mają problemy na odcinku z błotem. Wtedy morale urosły i wszystko zaczęło się od zera. Po morderczej przeprawie przez „błotobagno” (moim zdaniem najtrudniejszy odcinek) znów niedobrze – burpees za strzelanie na oślep z karabinu. I znów gonitwa za czołówką elity. Ciekawa przygoda pod najwyższą ścianą, gdzie guzdraliśmy się z Tomkiem Danielkiewiczem (wtedy nie wiedziałem, że to był on – jak mówiłem nie skupiałem się na przeciwnikach:) – wydaję mi się, że trochę go tam pokiereszowałem, za co go bardzo przepraszam i również bardzo mu dziękuję za współpracę. Wydaję mi się, że przeszkody pokonywałem dosyć szybko, traciłem na bieganiu. Po wbiegnięciu na „arenę”, gdzie wszystko mogło się jeszcze zdarzyć, widzę całą trójkę, Matiego, Grześka i Krzysztofa. Stopniowo ich doganiam. Wybieram ryzykowną opcje przejścia przez multiring i …spadam na ostatnim kółku… szok! 20 burpees z zamkniętymi i chyba płaczącymi oczami. Chłopaki też pompują. Po wyjściu z lodu, ledwie przytomny, udałem się na rampę, gdzie z jękami bólu i rozpaczy razem z Grzegorzem wisimy na linach. Grzegorz spada, ja zostaje. Ja spadam z siana, nie schodzę. Nie potrafię. Niepewny pozycji „na odcięciu” człapie do mety. Głos żony Gosi „jesteś pierwszy” podbudował mnie i już wiedziałem, że nawet Jaro mnie nie zatrzyma. Wywróci, ale nie zatrzyma… nie zabierze wygranej.

 

Nazwano Cię „czarnym koniem” tego finału, Ty jednak długo się do tego przygotowywałeś, było to dla Ciebie zaskoczeniem?
Zgadza się, kilka razy usłyszałem to określenie. Jak już wspomniałem, niepotrzebne było faworyzowanie zawodników przed wyścigiem i startowanie z pozycji potencjalnie dalszych jest łatwiejsze. We mnie, przed startem, budziła się mega ciekawość jak będzie na mecie. Chciałem wiedzieć na jakim właściwie ja jestem poziomie. Chciałem konfrontacji z najlepszymi. I się doczekałem! Co do mojego wyniku to mnie zaskoczył. Bardzo zaskoczył! Po cichu liczyłem na pierwszą piątkę. Przed biegiem, jeśli ktoś dałby mi trzecią lokatę to brałbym w ciemno. A tu proszę, wygrana! Długo po biegu nie dochodził do mnie ten fakt. Chyba nadal w to nie wierzę.

 

Mateusz Krawiecki

img_3252

3 miejsce na mistrzostwach Polski w biegach z przeszkodami i zwycięstwo Twojej drużyny to wielki sukces, było ciężko?
Było bardzo ciężko. Organizator naprawdę się postarał by mocno utrudnić nam dotarcie do mety. Było chyba wszystko. W końcu jedna seria zebrała wszystkich najlepszych zawodników z kraju i chyba każdy z pierwszej dwudziestki mógł pokusić się o wygraną tego dnia. Jestem dumny z tego, że zostałem Drużynowym Mistrzem Polski. Swoje miejsce jednak traktuje jako osobistą porażkę. Wiem że to zabrzmi bardzo dziwnie, ale naprawdę tak jest. Jestem mega zawiedziony swoją postawą w końcówce i oddałbym wszystko, by cofnąć czas. Trzeci stopień podium Mistrzostw Polski przyjmuje jednak z godnością .

20161106_100452

Opowiedz nam o trasie, bo była wyjątkowo wymagająca, a konkurencja bardzo mocna.
Trasa była bardzo trudna. 2 km grząskiego terenu, dużo przeszkód typowo zwinnościowych. Zawsze mówię, że im trudniej tym lepiej. RMG wysoko postawił poprzeczkę i już nie mogę się doczekać przyszłego sezonu i tego, by udowodnić, że 3 miejsce to wypadek przy pracy.

Czy w przyszłym sezonie również stawiasz na biegi z przeszkodami?
Zdecydowanie biegi z przeszkodami to mój priorytet. Odpuściłem na poczet tego nawet biegi ultra, co już teraz zaowocowało poprawą szybkości. Twierdzę, że wiele przez to traciłem i dobrze się stało, że w porę to zrozumiałem. Dlatego w przyszłym sezonie chcę być jeszcze szybszy i lepszy, zarówno biegowo jak i siłowo

dsc_0568

Jacek Konewka

img_2960

Jacku, Twój wynik na finale RMG przyczynił się do sukcesu drużyny. Zadebiutowałeś w teamie w maju, w Myślenicach i cały czas nas zaskakujesz. Jaki jest Twój przepis na sukces?
Ciężko mówić o konkretnym przepisie na sukces. Wiadomo, że podstawą każdego sukcesu jest ciężki trening. Staram się go ciągle udoskonalać, aby przynosił jak najlepsze efekty. I patrząc na wyniki z finału, chyba zmierza to we właściwym kierunku.

20161106_094056

Jesteś szczęśliwy, że pomogłeś w wygranej? Jak to jest być częścią Husarii?
Oczywiście, pomoc w zwycięstwie drużyny bardzo mnie cieszy, tym bardziej, iż myślałem, że mogę o tym jedynie pomarzyć. Bycie członkiem tak świetnej drużyny to ogromne szczęście. Nie wyobrażam sobie teraz życia bez tych ludzi.

Artur Kozłowski

img_2957

Gratulacje, świetny husarski debiut na Twoim koncie! Twój czas wliczył się do fantastycznej piątki, jak tego dokonałeś?
Dziękuję! Cieszę się bardzo że mój czas pomógł w klasyfikacji drużynowej i że nasza drużyna zajęła 1 miejsce. Cel jaki obrałem na Finał Ligi Runmageddonu to top 20. Sumiennie przygotowywałem się do treningów oraz moje doświadczenie we wcześniejszych Runmageddonach pozwoliły mi obrać strategię na bieg. Z początku się nie spełniała, bo już sam bieg z obciążeniem był mocny i wylądowałem na około 30 pozycji, zrzucając z siebie worek poczułem siłę w nogach i zacząłem gonić ludzi. W lesie było ciężko, czasami bagna sięgały po sam pas albo i wyżej, ale udało się wyprzedzić kilka osób dobrym poruszaniem się po takim terenie. Wybiegając z lasu zobaczyłem grupkę znajomych mi osób m.in Michała Jagiełło gdzie nie mogłem uwierzyć, że taki mocny zawodnik biegnie obok mnie. Pomyślałem jest dobrze! Cisnę dalej i powoli zacząłem przyspieszać wyprzedzając samego Michała. Dużym plusem było strzelanie w lesie, gdzie za pierwszym razem strzeliłem do tarczy i pozwoliło mi to na wyprzedzenie jeszcze innych osób. Widok Senderskiego robiącego burpees wraz z innymi dał mi zastrzyk energii i wiedziałem, że wtedy jest długi odcinek biegowy więc muszę jak najwięcej zyskać. Przeszkody które się pojawiały często się powtarzają na innych biegach, a strategia na ich pokonywanie już była dawno opracowana i sposób ich pokonywania nieraz był przeze mnie stosowany. Trzymając się cały czas myśli że „jest dobrze, mogę być jeszcze lepszy” dobiegłem do porodówki i ktoś krzyknął, że jestem 9 po czym kazał mi ” zapierda*ać bo mój czas liczy sie do drużyny” więc w głowie było tylko jedno.. Dobiec do mety w jak najszybszym tempie dla siebie, dla drużyny, dla przyjaciół którzy mnie wspierali. Ale za mną już było 4-5 gości którzy siedzieli mi na plecach. Następne 2-3 kilometry biegłem z myślą, że jest niewielki dystans między nami i mogą mnie w każdej chwili dogonić, więc biegnij przed siebie i nie patrz w tył. Wszystko szło zgodnie z planem aż do mentalnej, kiedy robiłem karną rundę i wyprzedziło mnie 3 gości m.in Jacek Konewka z którym biegłem łeb w łeb aż do Multiringów, ale tam burpeesowałem, potem przeszkoda lodowa, która była dla mnie prawie gwoździem do trumny, utrudniła mi złapanie oddechu i trzymanie się Jacka. Ostatnie kilkaset metrów walka z głową.. Ostatnie przeszkody, wbiegam na metę z myślą że dałem z siebie tyle ile mogłem i słyszę że dobiegłem 12, po czym padam na ziemię i dochodzę do siebie.

 

Jak trenujesz na co dzień, że osiągasz takie wyniki?
Trenuję sam, nie należę do żadnej grupy która trenuje razem, bo taki sport w małym miasteczku na Mazurach jest mało popularny. Głównie biegam 3-4 razy w tygodniu, ćwiczę treningi obwodowe oraz pływam. Swoje treningi uzupełniam wiedzą zdobytą od znajomych i ludzi których poznaje oraz z którymi biegam w takich typu zawodach.

Co Cię „kręci” w biegach z przeszkodami?
Głównie możliwość sprawdzenia swoich sił i możliwości, sprawności fizycznej, rywalizacja z innymi uczestnikami. Ważnym i jednym z głównych czynników jest walka z samym sobą i swoimi słabościami.. tak, to jest jeden z tych najważniejszych Ale są też inne rzeczy jak np. możliwość biegnięcia w takim biegu, gdzie są przeszkody do pokonania, sprawdzenia się w ciężkim terenie, czy wystawienie swojego organizmu na extremalny wysiłek.

W przyszłym sezonie też nastawiasz się na biegi z przeszkodami?
Tak, Zdecydowanie. Swoją przygodę rozpocząłem 1,5 toku temu w kwietniowym Runmageddonie Rekrut w Sopocie i od tamtego czasu stało się to moim Hobby nr. 1. Odnalazłem się w tym sporcie i zrozumiałem że jest on dla mnie. Na przyszły rok już planuję biegi w których wystartuje, nie ukrywam że moim celem nr. 1 jest stanięcie na podium i nawet wygranie jednego z takich biegów.. wierzę, że dzięki ciężkiej pracy jestem w stanie tego dokonać. Chcę „sprawdzić się ” też w innych biegach tego typu jak np. Spartan Race czy Barbarian

Przemysław Senderski

img_2958

Twój wynik zadecydował o wygranej husarii, jak się z tym czujesz?
Możliwość pomocy drużynie zawsze daje mi wiele satysfakcji. Nie był to dla mnie łatwy bieg. Zrezygnowany zmierzałem do mety. Jednak dwa kilometry przed końcem dowiedziałem się, że jestem 5 zawodnikiem od nas i nieco tracimy do pierwszego zespołu. Nie miałem ochoty, ale musiałem pobiec ten odcinek jak najmocniej, bo liczy się drużyna.

20161106_094045

Jakie są Twoje wrażenia z finału RMG?
Był to bieg z kategorii tych, które szybko będę chciał wymazać z pamięci. Nic nie układało się tego dnia po mojej myśli, a wynik końcowy był zdecydowanie poniżej moich oczekiwań. Najbardziej irytujące jest to, że nie przegrałem z formą fizyczną czy też temperaturą, bieg przegrałem w głowie. Ale było minęło, nie ma co rozpamiętywać, trzeba iść do przodu. Ta porażka dodatkowo zmotywowała mnie do jeszcze cięższej pracy na treningach

dsc_0511

Jakie najbliższe plany sportowe? Kończysz sezon?
Został mi jeszcze jeden bieg w tym sezonie. Niepodległościowa Jedenastka w Białym Kościele. Po nim robię sobie 2-3 tygodnie przerwy, a z początkiem grudnia rozpoczynam pracę nad formą na przyszły sezon.

dsc_0602

Już jutro o swoich wrażeniach opowie ta piękniejsza część Husarii. Są śliczne, silne i odważne. Kibicowałam im równie mocno, a może nawet bardziej, niż męskiej części. Jak im poszło w miniony weekend? Nie możecie tego przegapić! Dowiecie się, która husarka prawie dostała hipotermii, kogo dopadła paskudna kontuzja i kto zaskoczył sam siebie!

Daria Zabiegaj

Podziel się...
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone