Wywiad z najstarszą zawodniczką Husarii

Ograniczenia istnieją tylko w naszej głowie, gdy się ich pozbędziemy niemożliwe staje się możliwym. Wystarczy przestać się bać i postawić sobie poprzeczkę wysoko. Tak wysoko, że z pozoru staje się ona nie do dosięgnięcia. Jednak systematycznie dążąc do celu, nie oglądając się za siebie, nie poddając się przeciwnościom, które na drodze stawia nam los, czy inni ludzie, jesteśmy w stanie go osiągnąć. Każdy sam powinien sobie to udowodnić. Nigdy nie jest za późno ☺

Poznajcie historię Luci, najstarszej zawodniczki Husaria Race Team, która przed skończeniem 60 roku życia postanowiła wziąć je w swoje ręce i w końcu zrobić coś tylko dla siebie.

Zacznijmy od początku, jak się dowiedziałaś o takiej dyscyplinie jak biegi z przeszkodami? Gdzie się zaczęła ta przygoda?

Pół życia bym musiała opowiedzieć, żeby powiedzieć jak to się zaczęło… (śmiech)

W kwietniu ubiegłego roku córka zaproponowała mi wycieczkę do Pragi, dla mnie miała to być zwykła wycieczka. Wiedziałam jednak, że jedziemy na jakiś bieg, w którym będą startować jej znajomi, a wśród nich Ty. Był to Spartan Race Sprint w czeskiej Pradze.

Cała atmosfera, ludzie, miejsce, cały nastrój tej imprezy był taki, że ja się poczułam jakbym miała 30 lat. Postanowiłam, że też to zrobię!

 

Dlaczego nie zwykły bieg?

Powiem tak, ze sportem to ja skończyłam w szkole średniej. Moje rekordy to były skoki wzwyż nożycami – 1,2m. (śmiech)

W którymś momencie mojego życia pomyślałam, że zrobię coś dla siebie. Coś czego nigdy nie robiłam, bo nie miałam pieniędzy, nie miałam czasu, miałam inne obowiązki, dzieci. A tamten bieg w Pradze… Jak zobaczyłam jak to wygląda, tak bardzo mi się spodoboało, że szczerze mówiąc ja już tam mogłabym wystartować. Nigdy wcześniej nie słyszałam o biegach z przeszkodami, to był mój pierwszy kontakt z tą dyscypliną. Najfajniejsze było dla mnie to, że każdy mógł biec. Maluchy, starsi – nikt nie był wykluczony, każdy mógł wziąć w tym udział i sprawdzić samego siebie.

I właśnie wtedy postanowiłam, że ja też pobiegnę. Nie dla bicia rekordu, może bardziej dla zabawy. Znalazłam w końcu to coś dla siebie. Wiedziałam, że nie wygram, bo nie startuję z zawodnikami, kórzy wygrywają. Tam nie ma przegranych. No właśnie! I to właśnie jest tak bardzo motywujące.

I tak to się zaczęło. Wróciłam do domu i zaczęłam się przygotowywać…

 

Jak wygłądały te przygotowania, od czego zaczęłaś?

Zaczęłam od biegania. Mój bieg na początku wyglądał w ten sposób – 10 kroków do przodu i 5 minut zadyszki (śmiech). Ale po trochu, po trochu do przodu i jakoś ta kondycja (jak na moją miarę) wzrastała. Najpierw przebiegałam kilometr, później ta trasa się wydłużała. Wyglądało to tak, że trochę biegłam, później ostry trucht i tak na zmianę. Tak naprawdę to ja nawet nie umiałam biegać, zaczynałam stawiać stopy od palców, nie od pięty.

 

Skąd teraz wiesz, że to błąd? Skąd wiesz jak biegać, jak się przygotowywać?

Poczytałam w internecie, mój trener z siłowni mi powiedział. Jak było już coraz bliżej pierwszego startu to poszłam na siłownię, wzięłam sobie trenera i powiedziałam mu o co chodzi, ale on miał chyba tyle samo informacji o tych biegach co i ja. On chciał ze mnie kulturystkę zrobić (śmiech). Choć nie ukrywam, że też mi dużo dała ta siłownia.

W trakcie przygotowań zaczęłam zbierać różne informacje na temat biegania. Obejrzałam wszystko co jest możliwe do obejrzenia w internecie- jak wyglądają treningi, przeszkody. Zaczęłam biegać po trudniejszym terenie – z górami, z błotem, z rzeką, po wąwozach. Naprawdę się do tego przykładałam, żeby chociaż trochę wzmocnić nogi, ręce. Choć rąk nie mam silnych do dzisiaj, to też już wyczytałam, że na pewne przeszkody są techniki. W garażu powiesiłam dwie liny do ćwiczeń – z węzłami i bez. Jeszcze teraz postawię sobie na działce taką ścianę z desek do pokonania!

Tak bardzo chciałam pobiec, tak bardzo byłam zmotywowana, że rzucałam moją robotę, to co miałam w domu czy w pracy. Wskakiwałam w trampki i biegłam. To mnie tak zmotywowało jak młodą dziewczynę! Nie ukrywam, że ja się po prostu poczułam o wiele lepiej, o wiele młodziej. Mam więcej energii, więcej pomysłów na różne przeszkody, na pokonywanie ich. Nie mijałam góry, bo mi się wydaje, że nie wejdę, tylko ją pokonuję na czworaka.

 

Czy miałaś jakieś wsparcie w tym wszystkim, jak reagowali bliscy?

Wspierała mnie moja córka, wspierała mnie moja szefowa, wspierałaś mnie Ty ☺ Bardzo dużo ludzi mi kibicowało, a inni się śmiali. Moje koleżanki się ze mnie śmiały „A gdzie Ty stara babo się wybierasz w ogóle?” albo „Ty babko nie przystoi Ci”. Wieść puściłam w całej okolicy czy ktoś by ze mną chociaż wieczorem się przeszedł, pobiegał, obojętnie… I co? Nic się nie dzieje, nie ma chętnych. Siedzą piją kawę, ale dla mnie to nieważne. Ja mam cel, jestem zmobilizowana, powiedziałam, że wystaruję to wystartuję. Córeczka moja zabrała mamę do sklepu sportowego, kupiła mamie porządne trampki do biegania. Resztę się zorganizowało i się pobiegło ☺

Na swój pierwszy start wybrałaś Spartan Race Sprint na Słowacji. Postanowiłaś pobiec w zimę, prawie rok po tym jak poznałaś biegi z przeszkodami. Dlaczego akurat ten bieg – na Słowacji, w zimę…?

Bo dla mnie osobiście był on trudny. Przede wszystkim warunki – zima i góry. Wiedziałam, że i tak mnie nie zdyskwalifikują, więc dlaczego nie spróbować? Chciałam sobie postawić poprzeczkę wysoko. Przyrzekłam moim dziewczynom, że choćbym miała przeczołgać tę trasę to ją przeczołgam, ale zrobię to. I się udało!

 

Co czułaś podczas biegu, o czym myślałaś? Ja osobiście podczas zawodów, gdy biegnę sama mam milion różnych myśli w głowie, inni się odcinają i nie myślą o niczym. Jak było w Twoim przypadku?

Ja nie miałam w głowie nic. Pobiegłam na totalnym luzie, bardzo mi się to podobało. W grupie byłam jedyną osobą z Polski. Wiedziałam, że i tak mnie Ci wszyscy młodzi uczestnicy wyprzedzą. Początek był ciężki, dobiegliśmy do zakrętu, a za zakrętem była bardzo duża góra. Już po starcie mnie wyprzedzili, ale w międzyczasie mi pomagali, podciągali mnie pod górę. To było bardzo ciężkie…

 

Nie zdemotywowało Cię to w żaden sposób?

Absolutnie! Ja nie miałam przez cały bieg takiego momentu, żebym pomyślała np. „Po co ja to robię?!”. Nie było czegoś takiego, wręcz przeciwnie. Widzę góra, ściana olbrzymia – no to co? Główkuję jak ją zrobić jak najszybciej i tak, żeby sobie krzywdy nie zrobić. No to na tyłek i na plecy, bo było wyślizgane i już jestem na dole!

 

Co było dla Ciebie najtrudniejsze w tym wszystkim?

Dla mnie najtrudniejszymi przeszkodami były wszystkie te, które wymagają pracy rąk. Ja mam bardzo słabe ręce. Te przeszkody były dla mnie nie do pokonania i ich nie pokonałam. Dotknęłam tylko i od razu 30 burpee, ale cała reszta była fajna!

Najśmiejszniejsza dla mnie z tego całego mojego biegu była jedna taka jedna sytuacja. Jak się wbiegło na sam wierzchołek tej góry, to stała tam taka olbrzymia tablica. Ja się patrzę, a wszyscy zawodnicy coś czytają. Pomyślałam sobie tak „Wy się patrzcie, a ja lecę dalej!”.

Przecież tam był numer do zapamiętania!

No tam był właśnie kod do zapmiętania! Póżniej jak już byłam na dole to dziewczyny do mnie krzyczą:

– „Podaj kod! Kod! Pamiętasz kod?!

– Jaki kod? Mi nikt kodu nie dawał!”. (śmiech)

Przez takie głupie nie zastanowienie się… No, ale nieważne, było to przede wszystkim śmieszne. Zrobiłam 30 burpee brzuchem po śniegu i pobiegłam dalej. Na przyszłość będę wiedziała, że coś takiego jest.

Dla mnie była to przygoda życia. Czegoś takiego fajnego, dla siebie, na luzie od tamtego biegu nie przeżyłam.

 

To była przygoda życia czy dopiero się zaczęła? Apetyt rośnie w miarę jedzenia ☺ Widzimy się przecież na Spartan Race w Krakowie, gdzie będą Husarze z całej Polski!

Dopiero się zaczęła, a o kwietniu to mi nawet nie musisz mówić, bo już mam termin zaklepany. W każdym biegu kiedy tylko będę mogła, będę uczestniczyć. Dla mnie to było niesamowite przeżycie, to początek mojej przygody. Jestem teraz na takim etapie, że jakby był na tych biegach z przeszkodami skok ze spadochronem, to z instruktorem bym skoczyła. Dwudziestego kończę 60 lat, a czuję jakbym się na nowo narodziła, teraz jestem trzydziestolatką! Strasznie się cieszę, to wszystko dzięki Wam. Nie zrezygnuję z tego.

Wiesz na co teraz czekam?! Czekam na błoto! 

Ja również jestem szczęśliwa. Cieszę się, że byłam jednym z zapalników pasji, którą rozpaliła w sobie Lucia ☺ Nie ważne w czym ją znajdziemy, ważne, by się przy tym spełniać i wierzyć w siebie!

Żaneta Krawczyńska

Podziel się...
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone